|
|
Film Extreme 2003 - jak było?
Do redakcji Naszej strony dotarł dzisiaj tekst napisany przez jedną z uczestniczek Festivalu Film Extreme 2003.
Jeśli jesteście zainteresowani jej opinią na temat odbytej imprezy zapraszamy do krótkiej lektury.
Jest to subiektywna opinia Karoliny.
Zapraszamy do dyskusji na temat imprezy w wąteku zapoczątkowanym przez Wąsia na forum.
W pokazie konkursowym zobaczyłam 21 filmów przedstawiających około 11
dyscyplin sportu (ponoć ekstremalnych...), w tym 5 filmów o skakaniu. Płodna dyscyplina nie powiem, a że tylko dla nich poszłam, to nie uznam wieczoru za stracony.
Jakość filmów bardzo różna - zarówno jeśli chodzi o prezentowane techniki,
"pomysły" oraz treść - albo raczej jej chwilowy brak . Kryteria jury, które wybierało filmy minęły się z przejrzystością, no i szkoda, że nie zostały ogłoszone publicznie, bo może wtedy niektórz nie tracili by czasu. Widać, że w niektórych przypadkach decydowała chęć zaprezentowania danej dyscypliny (niekoniecznie sportu) bez względu na jakość zgłoszonego materiału.
Od strony organizacyjnej:
-ludzi było naprawdę sporo, a temperatura na sali zdecydowanie w granicach 0 st. Organizatorzy zapomnieli dodać, iż dobrze zabrać ze sobą ciepłe kurtki.
Od strony technicznej:
- najpierw nawalało nagłośnienie i pierwsze dwa filmy na pewno na tym
ucierpiały. Wśród nich pokazywany jako pierwszy "Telebimo" Wąsia.
- potem padała wizja, a przez to do znudzenia powtarzano od początku przerywane
filmy. Na nieszczęście widzów były to niezbyt ciekawe filmy.
Grand Prix - "Maline" festiwalu od razu na początku otrzymał u mnie prowadzący tzw. "Rudy z Radiostacji". W zależności od fantazji i nienajlepszego humoru, ten-ci showmen prezentował film, który miał być wyświetlany za chwile - tzn. mówił mniej lub więcej. Pół biedy jak było mniej, ale jak już się rozgadał - KATASTROFA!
Jedną z ważniejszych nagród na festiwalu miała być nagroda publiczności. I tutaj stronniczość "prezentera" wyszła nieoczekiwanie na wierzch. To, że opowiedział cały film, nim go zobaczyłam - to jeszcze nie jest zbyt duże nieszczęście, ale nie powiem, bardzo psuło to zabawę. To, że film, którego jeszcze widownia nie widziała oceniał - to już nie tylko gafa, ale przede wszystkim brak profesjonalizmu. Oceniał zarówno pozytywnie jak i negatywnie, porównywał filmy miedzy sobą. Powtórzony przez niego 7 razy zachwyt przed jednym z filmów, opatrzony dodatkowym komentarzem: "wiem, wiem, sami będziecie decydować, ale pamiętajcie" - rozbawił mnie do łez. Miło byłoby, gdy prowadzący poza paplaniem 3 po 3 non stop, potrafił powiedzieć cokolwiek o twórcach filmów, lub o dyscyplinie prezentowanej. W zamian mogliśmy usłyszeć jedynie: oni są naprawdę najlepsi, są dobrzy, są najlepsi i naprawde dobrzy w tym co robia - ale kto, w czym, trudno było już usłyszeć, a tamci to znowu oni to wogóle chyba nie są... blablabla - słowotok.
Filmów o nurkowaniu nie musiałam oglądać: nim zostały pokazane dowiedziałam się, że będą nudne, tylko bool-bool i nic tam takiego. Autorom, też się troszkę dostało - że są wprawdzie mało żwawi i generalnie super drętwi, ale jak na nurków to naprawdę nieźle zakręceni. Jakby jedynym elementem godnym uwagi w wyświetlanych filmach była muzyka, i półteledyskowe produkcje.
Komentarze, że "znooowuuu" i "dla odmiany film spadochronowy" – znudziły się już przy 3 filmie! Totalny brak polotu. Może warto się zastanowić czemu tych filmów tyle zostało zgłoszonych i wybranych? A czego dowiedzieli się inni o skoczkach? Że spadochroniarze często język wypinają - i to jest pewnie ten extrim.
Na koniec pokazów przydałoby się jakieś przypomnienie filmów, może krótkie zajawki tego co widzieliśmy, bo szczerze po obejrzeniu 21, istnienia pierwszych 5 można w ogóle nie pamiętać.
Karolina Woźniak
Previous Page | Next Page
Only registered users may post comments.
Previous Page | Next Page
Only registered users may post comments.
Previous Page | Next Page
Only registered users may post comments.