Jak zrobić hybryde, pionowy big-way, złapać Vladiego i poszybować w atmosferę, czyli zabawa na całego w Prostejovie.
Kolejny freefly festival za nami. Tym razem gościliśmy w Czeskim Prostejovie, na strefie zrzutu, która na dobre zapisała się w historii polskiego współczesnego spadochroniarstwa. To tam niespełna cztery lata temu tłumy polskich skoczków zjeżdżały, co weekend, aby poskakać z 4000m. Sentyment do miejsca pozostał, dlatego nie zastanawialiśmy się długo, kiedy dostaliśmy zaproszenia na festiwal organizowany przez Wantula&Skotak Skydiving. Ten czeski zespół zajšł rok temu 6 miejsce, na mistrzostwach Europy w Gap, a perspektywa skakania razem z nimi jeszcze bardziej podnosiła atrakcyjność zapowiadanej imprezy.
Festiwal w Prostejovie nie był tak olbrzymi jak festiwal szwedzki. Nie zbliżył się rozmiarami do cyklicznych festiwali w Niemczech. Ale miał to "coś", co w wielkomiejskich magazynach kulturalnych określane jest jako "pozytywne wibracje". Niewielką, kilkunastoosobową grupą Czechów, Polaków, Austriaków i Rosjan, zrobiliśmy przez cztery dni wiele niezapomnianych skoków. A ponieważ nie były to skoki, które wykonujemy na co dzień na naszych lotniskach, wrażenia były jeszcze większe .
Hybryda
Skoki hybrydowe to połączenie latania płaskiego (RW) oraz latania wertykalnego (head-up, head-down). Tego typu zabawa jest bardzo widowiskowa i pozwala na integracje dwóch "rywalizujących" ze sobą grup lotniskowych ;-). W Czechach udało Nam się stworzyć szeącioosobową, płaską bazę z czterema stingerami. W połowie skoku trzech skoczków z bazy zawisło na pozostałej grupie, a stingerzy zajeli swoje miejsca dookoła w pozycji head-up. Seperacja w takim rodzaju skoku odbywa się w dwóch częściach.
Na wysokości 1600 m. wiszące osoby przeszły z powrotem do pozycji płaskiej - było to jednoznacznym znakiem dla stingerów na rozpoczęcie rozejścia (otwarcie na ok. 1200 m). Na wysokości 1300 m. baza rozpoczęła swoją część rozejścia.
Pionowy big-way
Skoki grupowe head-down ewoluują razem z rozwojem freefly. Jeszcze kilka lat temu zachwyt budziła chmara skoczków latających koło siebie głową w dół. Czasami ktoś złapał drugiego, ale całość przypominała i tak bezkształtny rój owadów, a nie formację. Dzisiaj do budowania formacji pionowych podchodzi się tak samo metodycznie jak do płaskich, a o tym, że to działa, niech świadczy szybki postęp w biciu rekordów świata vertical big-way (rok temu 24, obecnie 42). Nasze zamiary były o wiele skromniejsze, a i tak okazały się zbyt ambitne. Z planowanej formacji 8-way uzyskaliśmy (dwukrotnie) 5-way. Może wydawać się to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że do skoków grupowych podeszliśmy "z marszu" i wykonawszy ich ponad dziesięć, dopiero na koniec znaleźliśmy prawidłową formułę na skład bazy i na stingerów, wynik nas zadowala. A co okazało się takie trudne? Prozaiczna sprawa, znana dobrze kolegom z płaskich formacji, czyli stabilna baza. Stabilność bazy w skokach pionowych to jeszcze większe wyzwanie. Pierwsze sekundy po wyjściu z samolotu decydują o powodzeniu całego skoku. Baza wychodzi w układzie gwiazdy i stara się szybko ustabilizować.
Jeżeli wszystko poszło dobrze i nie zaczęła się obracać, musi się następnie usztywnić, aby skontrować moment przyłączania się stingerów (ci pilnują oczywiście swoich wyznaczonych sektorów). Ta prosta teoria zaczęła nam dość późno wychodzić w praktyce, ale nie ulegliśmy wątpliwej pokusie zamienienia dobrej zabawy w ciężki trening, ponieważ mieliśmy w planach jeszcze wiele innych skoków.
Vladiball
Kilka lat temu Olav Zipser wprowadził własny system licencjonowania skoczków freefly, gdzie miernikiem umiejętności jest wykonywanie określonych manewrów przy spadającej ze stałą prędkością piłeczką tenisową wypełnioną ołowiem. Skoki z tego typu przedmiotami są bardzo niebezpieczne ze względu na możliwość utraty tychże dodatków oraz potencjalne szkody, jakie mogą one wyrządzić przy zderzeniu z ziemią. Okazuje się, że można pogodzić skoki z piłeczką i bezpieczeństwo. Jugosłowiański skoczek Vladimir Milosavljevic opracował i opatentował bezpieczną piłeczkę, zwaną potocznie vladiball.
Wyszedł on ze słusznego założenia, że przy upadku z wysokości 4000 m półkilogramowy kawałek ołowiu jest śmiertelnie niebezpieczny, ale ta sama masa podzielona na tysiąc fragmentów nikomu już krzywdy nie zrobi. Vladiball to po prostu dwie półkule zamykane razem mechanizmem ciśnieniowym takim samym jak w wysokościomierzu (zamiast wskazówki jest specjalna szpila blokująca zamek). Urządzenie jest tak skalibrowane, aby na wysokości około 1000 m nastąpiło odblokowanie zamka, a dwie półkule mogły się otworzyć i uwolnić zawartość, którą jest drobny śrut ołowiany o średnicy 1mm. Podczas skokaów w Prostejovie używaliśmy tej piłeczki jako dodatkowego partnera do skoków, z którym każdy chciał się przywitać w powietrzu ;-).
Atmonauti
Prawdziwym przebojem imprezy stały się zupełnie nieoczekiwanie skoki atmonauti. Temu nowemu gatunkowi latania poświecimy w przyszłości na pewno cały artykuł. Aby zrobić Wam apetyt przybliżymy parę zasad oraz ideę skoków "atmo". Po pierwsze, wszystko to, co poznaliście dotychczas (płaska, sit, head down) to spadanie, a nie latanie. Po drugie, atmonauti to prawdziwe poruszanie się w trzech wymiarach, nieograniczonych sztucznie do jednej płaszczyzny jak w płaskich czwórkach czy nawet pionowych dwójkach relatiwowych. Po trzecie, skoki "atmo" są najbardziej niebezpieczne ze wszystkich (dużo większe niebezpieczeństwo kolizji, o czym mogliśmy się przekonać), ale również najbardziej... uzależniają...
Technika latania w atmonauti jest stosunkowo prosta - należy tak ułożyć się w stosunku do strug, aby uzyskać siłę nośną. Jest to pozycja pomiędzy całkowicie pionowym head-down`em, a zupełnie poziomym track`iem.
Ta prozaiczna zmiana nie tylko znakomicie wydłuża czas skoków, ale daje możliwości manewrowania nieznane z innych skoków. Chcesz się poczuć jak F-16 a nie masz drobnych na offset? Skocz z nami "atmo"...
Cała 4-dniowa impreza oprócz wspaniałych skoków miała swoją niepowtarzalną czeską otoczkę. Dodatkowo mogliśmy się delektować bardzo dużym, grupowym trackiem celebrującym 1000 skok Marka Orłowskiego oraz 2000 skok Pavla Skotaka (16 osób). Wszystko to spowodowało, że w przyszłym roku po otrzymaniu zaproszenia bez chwili zastanowienia wybierzemy się ponownie do Czech.
Czech Freefly Festival odbywał się pomiędzy 5, a 8 sierpnia w Prostejovie. Udział z Polski wzięli Mariusz Wnuk i Olek Domalewski (Team Infinity) oraz Marek Orłowski (Gadzi Raj). Organizatorzy zapowiadają na przyszły rok kolejne edycje tej udanej imprezy.
Na stronie zespólu Infinity możecie znaleźć dokumentacje zdjęciową oraz film (240 MB, 20 min.)
Autorzy:
Team Infinity -
Mariusz Wnuk,
Aleksander Domalewski